- Ten cały PRL cały czas mocno u nas siedzi - mówi Joanna Glogaza. Rozmawialiśmy z nią o ubraniach, wyprzedażach oraz innych blogerkach.

Joanna Glogaza od 2008 roku pisze bloga Style Digger, na którym znajdziemy m.in. wpisy dotyczące slow fashion, czy tego, jak prowadzić własny biznes. Joanna z wykształcenia jest socjologiem, mieszka w Warszawie ze swoim psem Chrupkiem. W 2015 roku wydała książkę "Slow Fashion. Modowa rewolucja".

Weźcie udział w naszym plebiscycie: MODOWA BITWA MIAST

Na czym polega slow fashion?
W praktyce slow fashion opiera się na posiadaniu tylko takich ubrań, które do nas pasują, czujemy się w nich dobrze i faktycznie je nosimy. Odpadają stroje, które leżą tylko w szafie, jakieś wyprzedażowe łupy z oderwaną metką czy ubrania, do których na przykład miałyśmy schudnąć, ale w końcu się nam to nie udało. Slow fashion to po prostu zorganizowanie sobie szafy w taki sposób, żeby dobrze "działała", była źródłem radości i satysfakcji a nie stresu i problemów.

Ale na początku Twojej przygody z blogowaniem byłaś po drugiej stronie. Miałaś dużo ubrań?
Tak, z mojej szafy wysypywały się wtedy ubrania, nie mogła się domknąć. A z drugiej strony, kiedy przychodziła jakaś konkretna okazja, na przykład wyjście do kina czy wyjazd na kilka dni, to zupełnie nie mogłam sobie tych zestawów ubrań poukładać. Nie miałam się w co ubrać, mimo że ubrań w mojej szafie było naprawdę dużo. Taki moment krytyczny przyszedł wtedy, kiedy chciałam się przeprowadzić i pakowałam rzeczy. Zaczęłam wtedy odkrywać ubrania, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Stwierdziłam, że tak dłużej być nie może. Zaczęłam szukać jakiegoś rozwiązania.

A przed poszukiwaniem rozwiązania wydawałaś dużą część swoich miesięcznych dochodów na wyprzedaże. Takie promocje to duży wydatek dla blogerek?
Myślę, że takie wyprzedaże to bardzo niebezpieczny okres dla portfela i szafy. Wydaje się nam, że jeśli coś jest przecenione o 50 czy 70 proc., to my to 50 czy 70 proc. oszczędzamy i jest to dla nas świetna okazja. A często taka rzecz kupiona na wyprzedaży jest rzucana w kąt i nawet jej nie zakładamy. To są pieniądze, które wyrzucamy do kosza. Promocje są dobrym pomysłem na zakupy tylko wtedy, gdy podchodzimy do nich świadomie i kupujemy rzeczy, w których faktycznie będziemy chodzić, albo jakieś rzeczy, na który zwykle nie byłoby nas stać, jak świetna skórzana kurtka czy torebka. Ale chodzenie i kupowanie tylko dlatego, że coś jest przecenione, to nie jest dobra droga.

Ty promujesz slow fashion, a co z innymi blogerkami? Czy np. Maffashion lub Jessica Mercedes też są minimalistkami?
W Polsce jest sporo takich blogerek, ale Maffashion czy Jessica Mercedes absolutnie nie są minimalistkami, wydaje mi się, że mają bardzo dużo ubrań, o wiele więcej niż przeciętny człowiek. Wrzucają regularnie nowe zestawy na bloga i są to bardzo różne rzeczy. Więc nie jest to slow fashion i myślę, że im też nie przyszłoby do głowy nazywanie siebie minimalistkami.

Wróćmy więc do slow fashion. Czy ta modowa rewolucja w Polsce już wchodzi w życie?
Powoli, ale zatacza coraz szersze kręgi. W naszym kraju jest o tyle trudniej, że ten cały PRL siedzi u nas mocno i musimy ten sweterek gdzieś „zachomikować”, bo na pewno jeszcze nam się przyda, bo nie będzie, bo zabraknie. Z drugiej strony zachłysnęliśmy się też tym, że tych sklepów wszystkich długo nie było i musieliśmy jechać do H&M do Wiednia czy Berlina, a teraz mamy je pod ręką i możemy robić tam zakupy. Na szczęście ten szał zakupów powoli mija.

No to powiedz, ile w takim razie miałaś kiedyś par butów, a ile masz teraz?
Moja szafa zredukowała się o jedną trzecią, więc myślę, że z butami było podobnie. Ale nie liczyłam tego nigdy, bo wychodzę z założenie, że nie ma takiej określonej liczby par butów, które powinnyśmy posiadać. Mamy różne style życia i zawody, jeżeli ktoś ma określony dress code w pracy, a popołudnia spędza zupełnie inaczej, to będzie tych butów potrzebował więcej, niż osoba, która ma wolny zawód i nosi mniej więcej to samo przez cały dzień. Dla mnie takim wyznacznikiem jest to, czy coś regularnie nosimy, jeżeli tak, to ile tych ubrań by nie było, to jest ok.

Twoim zdaniem nie liczy się przemijająca moda i noszenie ubrań-klonów tylko własny styl. Jak go znaleźć?
Dobrym punktem wyjścia jest odcięcie się na pewien czas od zakupów i zerknięcie na to, co lubimy nosić, co wybieramy najchętniej. Najczęściej te ubrania są taką bazą, na podstawie której warto ten styl budować. Druga rzecz, która jest też ważna, to prześledzenie tego, jakich tak naprawdę ubrań potrzebujemy. Ludziom wydaje się na przykład, że mają tyle spotkań biznesowych w ciągu miesiąca, że potrzebują 15 kostiumów i mnóstwo koszul. A kiedy siądą i rozpiszą w kalendarzu, co nosili każdego dnia, to okazuje się, że spotkań jest o wiele mniej i zupełnie inna garderoba jest im potrzebna. Bardzo często nam to umyka, a takie zorientowanie się, czego tak naprawdę potrzebujemy, jest bardzo dobrym punktem wyjścia. Bo jeżeli wydamy mnóstwo pieniędzy na wystrzałowe, brokatowe buty, nawet jeśli są markowe, a nie będziemy mieli rzeczy, do których moglibyśmy je ubrać, to nie przyczynią się one do tego, że będziemy bardziej stylowi.

A Polacy mają swój styl?
Wydaje mi się, że trochę za bardzo narzekamy, że nie mamy się w co ubrać czy nie posiadamy własnego stylu. Najlepszym wyznacznikiem tego, że jest inaczej, są świetne ubrane, eleganckie, starsze panie, które mają ulubione płaszcze, torebki poprzecierane na rogach, które noszą kilkadziesiąt lat i wciąż wyglądają stylowo. Być może młodsze pokolenie dalej tkwi w tym szale zakupowym i trochę się gubimy, ale myślę, że wyglądamy naprawdę dobrze i mamy swój styl.

Zobacz też: "Czas na moją pierwszą kolaborację z modą". Czym zaskoczy Sam Smith?

Źródło: CNN Newsource/x-news

Hallo

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!