Kalinowski: Warszawa wygląda jak bokser-amator po spotkaniu z Mikem Tysonem [Rozmowa NaM]

"Szkoda, że temu miastu wyrwano zęby" - tak o powojennej Warszawie mówi Grzegorz Kalinowski, autor porywającej powieści łotrzykowskiej "Śmierć frajerom. Złota maska". Z pisarzem rozmawiamy o kasiarzach, warszawskim Forreście Gumpie i historii.

Kiedy Grzegorz Kalinowski w zeszłym roku napisał swoją pierwszą książkę: "Śmierć frajerom", w mediach pojawiły się nagłówki o tym, że znany komentator sportowy opublikował powieść łotrzykowską. Od tego czasu Kalinowskiego, nota bene absolwenta wydziału historycznego na Uniwersytecie Warszawskim, tematyka przedwojennej stolicy pochłonęła zdecydowanie bardziej niż komentowanie meczy. "Śmierć frajerom. Złota maska", kolejna część powieści o losach kasiarza, cwaniaka i człowieka o wielkiej odwadze, pozwala przenieść się do czasów szemranych interesów Warszawy dwudziestolecia międzywojennego.

Chińczycy mają takie powiedzenie: „Obyś żył w ciekawych czasach.” To oczywiście dla nich przekleństwo. Jak to jest w przypadku Heńka Wcisły, jego los jest zdeterminowany przez wydarzenia historyczne?

Przecież on został kasiarzem, bo jego ojciec był patriotą. Te same rozterki mieli: Tata Tasiemka i Doktor Łokietek, czyli ludzie, którzy chodzili z browningiem [rodzaj pistoletu - przyp. red.] i strzelali do carskich urzędników. Tylko że potem tego browninga trudno było odłożyć na półkę.

Poza tym bohater „Śmierci frajerom” uczestniczy w wielu ważnych wydarzeniach historycznych. Jest trochę takim polskim Forrestem Gumpem.

Z tym, że w przeciwieństwie do Forresta uczestniczy w tych wydarzeniach zupełnie świadomie.

To prawda. I do tego trudno jest określić, czy to dobry bohater, czy zły.

Historia kreuje nam niejednoznacznych bohaterów. Później przepuszczamy ich przez filtr tzw. historii oficjalnej. W każdym kraju jest jakaś hagiografia historyczna. Wystarczy spojrzeć na Jana Długosza. Niektórych lubił, innych nie. Był przecież „pracownikiem rządowym”, tworzył dla Jagiellonów, miał pewien punkt widzenia. Zresztą w każdej generacji otrzymujemy przefiltrowaną historię, która uwypukla rzeczy dobre albo podłe. A przecież rzeczywistość nie jest czarno-biała.

Przy powstawaniu książki wsłuchiwał się Pan w historie rodzinne. Jakie było nastawienie Pana bliskich, mieszkających w Warszawie, do tych wydarzeń?

Babcia od zawsze nastawiała mnie propiłsudczykowsko i zniechęcała do Witosa. Tak myślało wtedy wiele osób w Warszawie. Jednak dla mnie czyn Piłsudskiego nie był jednoznacznie dobry. To nie jest forma dochodzenia do władzy, którą pochwalam, mimo że porwał on wtedy tysiące warszawiaków. Poza tym wtedy było dużo przypadku. Gdyby Piłsudski spotkał się z prezydentem...

Grzegorz Kalinowski: „Warszawa wygląda jak bokser amator po spotkaniu z Mikem Tysonem” [Rozmowa NaM]

Pan przede wszystkim pokazuje nastroje tzw. „ulicy”. Nie jest to często przyjmowana narracja.

Zazwyczaj zamach majowy przedstawiany jest z perspektywy władzy. Ja chciałem przedstawić sympatie ulicy i rozterki oficerów. Jeden z bohaterów jest przecież zdecydowanie za zmianami, ale przeciw metodom Piłsudskiego, a do tego jest wierny wojskowej przysiędze. Rzadko mówi się też, że warszawska ulica była podniecona i była zdecydowanie za, a chociażby Wielkopolanie byli przeciw. To przecież bardzo niejednoznaczna historia, która przelała nam się między palcami. W tym roku mamy 90-lecie zamachu majowego i ciekawy jestem, czy pojawi się porządne opracowanie na ten temat lub mapy frontu.

Poza wydarzeniami historycznymi dobrze przedstawia Pan struktury wewnętrzne niektórych służb państwowych. Skąd czerpał Pan informacje na ten temat?

Głównie ze wspomnień. Dzięki temu wyczytałem o absencji ministra spraw wewnętrznych, który chwilę przed zamachem majowym wziął urlop. Co więcej szef Sztabu Generalnego był dopiero ściągany do miasta. Zdziwił mnie ten bezwład organizacyjny.

W „Śmierci frajerów...” znajdziemy dużo przedwojennej Warszawy, kamienic, miejsc, klimatu wielokulturowego miasta. Tego już dzisiaj nie ma. Czego panu brakuje z tej przedwojennej stolicy?

Na pewno szkoda mi tkanki miejskiej, która została zniszczona. W kamiennym centrum Warszawy było pełno kamienic. Szkoda, że temu miastu wyrwano zęby. Wystarczy wyjechać chociażby do Bukaresztu, żeby zacząć zazdrościć.

Gdy z żoną oglądaliśmy film Juliusza Machulskiego „AmbaSSada”, to bardzo wzruszyliśmy się końcówką. Stworzenie miksu miasta 1939 – 2012 zrobiło na nas niesamowite wrażenie.

Teraz Warszawa wygląda jak bokser-amator po spotkaniu z Mikem Tysonem. Najpierw dostała w zęby, a potem leczono ją na szybko.

Często przedwojenną Warszawę opisuje się w samych superlatywach. Pan mówi także o kolosalnej biedzie, slumsach, problemach społecznych…

Pewnego dnia obudziliśmy się w komunizmie, systemie nieciekawym, szarym i podłym. Chłonęliśmy opowieści starszych osób. Z reguły to były kolorowe historie. Oni opisywali swoją młodość, radość. Wcześniej wiedzieli do czego aspirowali. Przed wojną marzono o Alejach Ujazdowskich, Marszałkowskiej, Senatorskiej, a w czasach komunizmu można było co najwyżej czekać na lepsze mieszkanie w bloku. Z dawnych lat ludziom zostały zatem marzenia, rzeczy najpiękniejsze, a kompletnie odrzucono to, co było niesympatyczne. Tworzyło się mit fantastycznej, pięknej Polski.

Ludzie starsi ode mnie tworzą teraz mit polski za Gierka. W ich imaginacji były to wspaniałe czasy, a ja uważam, że było do d**y. Ci ludzie wracają do czasów, gdy mieli jeszcze marzenia.

Uważa Pan, że przed wojną takie wartości, jak honor czy patriotyzm były inaczej odbierane?

Uważam, że zawsze są one odbierane tak samo. W każdej generacji wśród polityków, żołnierzy, inteligencji, pojawiają się postaci, które zawłaszczają sobie państwo czy prawo, bo uważają, że o to walczyły i że im się coś należy. Takie rzeczy są nieuchronne i ponadczasowe.

Poza historią i polityką w „Śmierci frajerom...” jest też miejsce na wątki miłosne.

To życiowe historie. Miłość i niepowodzenia determinują ludzi do różnych czynów. Niektórzy po porażce starają się zmienić, i zmieniają się - jedni na lepsze, inni na gorsze. W tym powieściowym przypadku mamy także do czynienia z porażką i to najgorszą z możliwych, czyli porażką wyimaginowaną.

Tak na koniec, zdradzi Pan, jak będzie wyglądała kolejna część powieści?

W kolejnej części bohater uzyska możliwość spojrzenia na swoje miasto z zupełnie nowej perspektywy. Dzięki swojej inteligencji i przedsiębiorczości wkroczy na prawdziwe warszawskie salony. Będzie to się działo w latach 1927-31. Trzecia część ukarze się w listopadzie 2016 r.

To będzie ostatnia część?

Nie, kontynuacja będzie zapewniona. Piszę trzecią i czwartą część naraz. Zawsze robię tak, żeby wszystko się zazębiało. Żeby wydarzenia historyczne, które wydarzyły się w Warszawie czy Polsce, miały wpływ na losy postaci.

Grzegorz Kalinowski: „Warszawa wygląda jak bokser amator po spotkaniu z Mikem Tysonem” [Rozmowa NaM]
Tytuł: "Śmierć frajerom. Złota maska"
Autor: Grzegorz Kalinowski
Wydawnictwo: Muza S.A.

Rozmawiał Piotr Wróblewski, dziennikarz portalu naszemiasto.pl

Zdjęcie główne przedstawia Warszawę i pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego

Piotr Wróblewski

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

09.02.2016, 18:36

"Pewnego dnia obudziliśmy się w komunizmie, systemie nieciekawym, szarym i podłym." Jeszcze jeden niedouczony, ktory nie zna definicji komunizmu - systemu, ktorego w Polsce NIGDY nie bylo. Ciekawe, co o wynurzeniach tego osobnika mysla ci wszyscy ludzie, ktorzy w pocie czola, golymi rekami podnosili Warszawe z gruzow? No to doczekali sie "podziekowania". Powinni byli wszystko zostawic w diably, zeby sie pan "pisarz" zachwycal ruinami "prawdziwej" Warszawy. Ja pamietam, ze jako dziecko wrzucalem pieniadze do publicznej skarbonki na odbudowe Zamku Krolewskiego, a potem bylem bardzo dumny, kiedy go zwiedzalem z moja mama. I z tego powodu p. Kalinowskiego mam w glebokim "powazaniu".
Co sie tyczy przedwojennych wspomnien, to dla przytlaczajacej wiekszosci Polakow (np. moich dziadkow) byly to wspomnienia nedzy, przy ktorej wyszydzane przez p. Kalinowskiego mieszkanie w bloku bylo palacem.

04.02.2016, 14:31

Województwo łódzkie, ówczesne piotrkowskie. Wieś kilka kilometrów od Radomska, kilkadziesiąt od Częstochowy. Prąd doprowadzony w 1972 roku...

04.02.2016, 12:54

Straszna bieda byla. Moze w Warszawa jakos bylo w miare choc juz praga a do tego wsie polskie to sreniowiecze. Ludzie chodzi bez butow na wsiach. Nie potrafili czytac ani pisac dobrze. Dopiero komuna wstowadzila obowiazek szkolny, doprowadzili prad na wies. Pamietam jak moja mama opowiadala, ze prad na jedne z wsi w Wielkopolsce doprowadzono dopiero w latach 60tych.....

03.02.2016, 21:59

@Kalinowski

Bo to była piękna Polska. Co Ty frajerze wiesz o patriotyzmie?

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3