Tadeusz Dylak. Z zawodu kolejarz, z zamiłowania złotnik. Jako kolejarz nie pracował ani minuty. Biżuterię naprawia i wykonuje blisko trzydzieści lat. - To żona wypchnęła mnie na siłę do tego zawodu.

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij
Tadeusz Dylak. Z zawodu kolejarz, z zamiłowania złotnik. Jako kolejarz nie pracował ani minuty. Biżuterię naprawia i wykonuje blisko trzydzieści lat. - To żona wypchnęła mnie na siłę do tego zawodu. Uważała, że mam zdolności artystyczne. Ściany zakładu zdobią potrety, które namalował. - Nie na sprzedaż, tylko tak, dla przyjemności - tłumaczy. Część jego prac została w Stanach Zjednoczonych, gdzie pracował przez dziesięć lat (wyjechał tam w 1986 roku).


- Jak każdy myślałem, że tam będzie łatwiej i wygodniej żyć - tłumaczy powody wyjazdu. - Marzyłem o słońcu, pełnych sklepach i własnej firmie. Tu, w Polsce były puste półki, a ryczałty za działalność gospodarczą tak duże, że nie opłacało się pracować .
Szybko jednak został sprowadzony na ziemię. Artysta musiał iść do pracy przy taśmie. - Najlepsi złotnicy w Stanach robią tylko pojedyncze egzemplarze, na zamówienia. Większa część produkcji to ,masówka" - opowiada. - Odciska się formę i na tej podstawie robi tysiące sztuk podobnej biżuterii.


Nim pojechał do Stanów dyplom mistrza złotnictwa był jego największą dumą. - Ale tam nie wiedzieli co to znaczy mistrz, dyplom i po co jest on potrzebny. Jeden z pracownikow stwierdził, że to jak prawo jazdy. Tylko, że prawo jazdy robi się po kilku miesiącach, a dyplom mistrzowski po 6 latach nauki. Potem pomyślałem: to tylko papier i liczy się rzeczywiście to, co potrafię zrobić - ciągnie opowieść o swoim "amerykańskim śnie".


Pracował w fabryce w Conecticat. Zlecone zajęcie nużyło. Nacinanie wgłębień w diamentach (by dawały odblask) niektórym śniło się jak zmora po nocach.
- Proszę sobie wyobrazić, że robiłem 1600-1700 sztuk elementów, a najlepsza Amerykanka 3 tysiące! - mówi Dylak.
Wreszcie, po 8 miesiącach dostał własne stanowisko. Szczęście przewrotnie uśmiechnęło się do niego, bo amerykański jubiler, który wykonywał modele biżuterii zażądał podwyżki. W ciągu paru miesięcy nie zdołanoby nikogo przeszkolić do tak precyzyjnej pracy, a na miejscu byłÉ tańszy Polak.


W fabryce wytrzymał dwa lata. Potem założył własną firmę. Nie pamięta pierwszej, zarobionej sumy, ale jak dziś pamięta pierwszą klientkę i jej słowa. - Wtedy nie rozumiałem nawet o co pyta. Po prostu czekałem aż pokaże biżuterię. I już wiedziałem co trzeba naprawić. Z ulgą powiedziałem: YES - śmieje się i dodaje, że to pierwsze, banalnie proste zdanie brzmiało: "czy ty naprawiasz biżuterię?".


Klientów przybywało, interes się kręcił, ale znów amerykański sen o fortunie prysł. Pierwszy sklep był za duży i zbyt drogi. Za pierwsze 6 miesięcy dołożył do firmy 3 tys. dolarów z pensji żony - Marii (ekonomistka). Przenosili się jeszcze dwukrotnie, by zakotwiczyć w New Yersay. Tam klientela była bardziej zamożna, a i więcej ciekawych zleceń. - Trafiła mi się taka jedna, trochę zwariowana klientka. Miała sklepiki z antykami. Potrafiła wyłuskać piękną biżuterię sprzed wieków, którą przynosiła mi do naprawy. Jak naprawiałem te broszki, wisiorki i pierścionki wyobrażam sobie jak mogła wyglądać kobieta, która ją nosiła. Musiała być piękna, bogata i wyrafinowanaÉ tak samo jak jej biżuteria.


Naprawiając dzieła dawnych mistrzów uczył się ich sztuki. - O proszę, choćby ten sposób mocowania kamieni - pokazuje mi ilustrację w książce, którą napisał o złotnictwie. - Jedna z klientek przyniosła mi pierścionek z XVI wieku. Blacha była wycięta, zagięta od spodu. Łapki trzymały kamień. Tego się teraz nie stosuje. Choćby z tego względu, że kamienie są szlifowne, a nie łupane.
Dziś mistrz potrafi wykonać biżuterię na wzór carskiej i tej spoczywającej w skarbcach królowej Elżbiety. - Najpiękniejsza jest biżuteria z 1700-1905 roku. Wtedy byli najwyższej klasy rzemieślnicy - twierdzi Dylak.
Biżuteria wzorowana na misternych dziełach sprzed lat szybko znika. - To tylko srebro, ale jest tu 150, czy 200 kamieni - pokazuje pierścionek. - Takich rzeczy się już nie robi, bo to zbyt pracochłonne. Kamyki są wielkości 0,50-1 milimetra. Nie sprzedam tego, bo opisałem ten wzór w książce.


Niezadowolony z wykonanej biżuterii woli ją zniszczyć i wykonać na nowo. Mówi, że nawet drobiazgi muszą cieszyć oko i nie ma sensu marnować kruszcu, jeśli może powstać z niego piękna rzecz.
Z kamieni poleca cyrkonie, bursztyn i perły. - Ludzie mówią, że perły to łzy. A przecież królowa angielska miała stroje wyszywane perłami i tragedii nie zaznała - dziwi się i zaraz dodaje: "piękna kobieta musi mieć piękną oprawę".
Radzi za to, by baczniej przyglądać się biżuterii. - Klient patrzy na górę, a nie zwraca uwagi, że obrączka jest za wąska, a kanaliki na kamienie zalane - tłumaczy. - Chodzi mi po głowie napisanie książki na co zwracać uwagę jak się kupuje biżuterię. Bo każdy odlew ma swoją historię i wady ukryte. Nawet jak się płaci duże pieniądze, nie zawsze dostaje co się chce.


On w USA też nie dostał tego, czego chciał. Wytrzymał 10 lat. - Miałbym się przebijać do dziewięćdziesiątki? To nie dla mnie - mówi z naciskiem.
Znajomy Polak z Filadelfii powiedział mu kiedyś: "co my tu jeszcze robimy? Wracajmy do Polski; kolega napisał do mnie przyjeżdżaj: ta rzeczka, wierzba i kładka na której łapaliśmy ryby dalej czekają na Ciebie,. - Tadeusz wrócił. Ja też pomyślałem: czas wracać - kończy opowieść Dylak. Wrócił. Dziś ma mały zakład przy ul. Warmińskiej w Olsztynie.


*Platyna, złoto i srebro, to metale szlachetne, z których wykonywana jest biżuteria. Platyna jest droga i trudnopliwa, niełatwa w obróbce. Srebro zaś tanie, powszednie. Złoto to metal stale na ustach i w duszy kobiety. To z niego wykonuje się najwięcej biżuterii. Jego piękny kolor i olśniewający blask, zawsze budziły podziw, niezależnie od epoki. Jest łatwe w obróbce, wdzięczne w ręku doświadczonego rzemieślnika i wciąż uważane za symbol zamożności i powodzenia.


*Najczęściej używane w jublierstwie kamienie to: diament, rubin, szmaragd i szafir. Wartość kamienia określa ten, kto je sprzedaje. Stąd czasem tak różne ceny za oferowany toware, pojedynczy, nieoprawiony kamień, jak i gotowy wyrób.


*Najłatwiej tnie szlifuje się i poleruje koral. Dość łatwo szmaragd. Gagat jest kruchy i podatny na uszkodzenia. Przy szlifowaniu wydziela zapach brykietu lub torfu. Bursztyn pachnie kalafonią. Gdy moja żona chce się upewnić, czy ma doczynienia z prawdziwym bursztynem, lekko go szlifuje na szlifierce i wącha. Po zapachu można go zidentyfikować bezbłędnie.

Aby posiąść umiejętność wykonywania biżuterii musimy nauczyć się topić, kuć i walcować złoto i srebro. (...) nauczyć się lutować, osadzać kamienie, polerować i naprawiać biżuterię. Musimy także umieć ją zaprojektować (...) w końcu nauczyć się patrzeć na nią jak na małe dzieło sztuki, które powstaje z naszej koncepcji, naszymi rękoma, dzięki naszemu poczuciu piękna i proporcji.


Czytaj także

    Komentarze (0)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!