Robert Drózd prowadzi bloga "Świat czytników"

(© archiwum Robert Drózd)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

W Polsce wzrasta liczba posiadaczy czytników e-booków i choć jest ich tu średnio 10 razy mniej niż w USA, to rynek e-książek jest u nas wyjątkowo bogaty. O e-czytelnictwie rozmawiamy z pierwszym polskim blogerem, który zajął się tą tematyką.

Prowadzisz bloga o czytnikach od pięciu lat, ale w sieci do tej pory powstało niewiele podobnych stron. Popularność e-czytelnictwa jednak rośnie.

Założyłem "Świat Czytników", gdy sam kupiłem takie urządzenie w czerwcu 2010 roku. Wtedy czytniki były u nas drogimi zabawkami, które mogły kosztować ponad 1000 zł. Co gorsza - w internecie brakowało informacji przeznaczonych dla kogoś kto chce po prostu czytać, a nie zajmować się technologią. Przez ten czas czytniki znacznie staniały i zaczęli po nie sięgać tzw. zwykli ludzie. Poza moim jest kilka blogów, które zajmują się tą tematyką, np. Cyfranek czy Bez Druku.

Teraz ceny mocno spadły.

Za 200-300 zł dostaniemy czytnik podstawowy, często z ekranem dotykowym, za 400-500 zł z oświetleniem, a te z zaawansowanymi funkcjami 600-800 zł.

Ciągle mamy problem z odróżnieniem czytnika od tabletu. Kiedyś można je było jeszcze odróżnić na zasadzie: świeci – tablet, nie świeci – czytnik.

Podświetlane są tablety, światło skierowane jest od dołu. Czytniki wykorzystują nadświetlanie, tu warstwa światłonośna oświetla tekst z góry i nie świeci w oczy. Komuś, kto nie widział czytnika, trudno wyjaśnić, jak wygląda ekran z papieru elektronicznego. Ciężko wyjaśnić, że istnieje ekran wyglądający jak książka. Przyzwyczailiśmy się do świecących i niezbyt zdrowych ekranów.

Jak to jest ze szkodliwością czytnika dla oczu?

Czytanie z czytnika psuje oczy tak samo, jak czytanie książki tradycyjnej. Ekran czytnika wykorzystuje światło odbite i nawet jeśli świeci, to nie nie różni się mocno od książki. To właśnie tablety emitują niebieskie światło, które działa niekorzystnie np. na sen.

Jaki jest trend czytelnictwa e-booków w Polsce w porównaniu do innych rynków?

W Polsce danych oficjalnych się nie podaje, jednak na podstawie chociażby statystyk Biblioteki Analiz wynika, że e-booki stanowią około 3-4 proc. wszystkich sprzedawanych u nas książek. Daleko nam do USA czy Wielkiej Brytanii. W Stanach wartość sprzedaży e-booków przekroczyła już 30 proc. całego rynku księgarskiego, a na Wyspach Brytyjskich wg badania z początku 2015 roku czytniki są w ponad 25 proc. domów. Empik niedawno podawał, że prawie 9 proc. wszystkich sprzedawanych na ich stronach książek to e-booki.

E-wydawnictwa są tańsze o około 20 proc. od papierowego odpowiednika. To i tak wydaje się drogo jak na produkt bez formy fizycznej.

Rzeczywiście, zwykle e-booki cenę nominalną mają około 20 proc. niższą niż cena papierowa książki. Tak działa polski rynek, bardzo często ustawia się ceny nominalne w taki sposób, by było od czego ustawiać rabaty. Dlatego dane księgarnie co miesiąc czy dwa obniżają ceny nawet o 40-50 proc. Wtedy e-booki kosztują kilkanaście złotych. Trzeba tylko poczekać i pilnować promocji. Z marszu takiej e-książki zwykle tanio nie kupimy.

Fiskus też nie traktuje e-booków na równie z książkami.

Tak, wydawnictwa i księgarnie tłumaczą wysokie ceny e-booków tym, że są one traktowane jako usługa dostarczenia treści i stawka VAT wynosi tu 23 proc., a książki tradycyjne obejmuje 5 proc. VAT. Nakłady też nie są porównywalne do nakładów papierowych, a występują pewne koszty z przygotowaniem, konwersją i promocją.

A jak jest z cenami np. w USA?

Patrząc na koszty e-booków chociażby na Amazonie, wygląda to tak, że tam też e-booki są drogie. Gdy Amazon wchodził z Kindlem (swoją marką czytników – przp. red.) e-booki były tanie, często wyjściowa cena wynosiła najwyżej dziesięć dolarów. Wtedy urządzenie było drogie, teraz ceny e-książek poszły w górę. To taki komunikat od wydawców i księgarni - płacisz za treść a nie formę, wiec jeśli kupujesz wersję elektroniczną, dlatego miałbyś płacić mniej.

Czy w Polsce też trend zachodni będzie zachowany, a rynek e-booków dobije do 30 procent ogółu sprzedawanych książek?

Jest to możliwe, ale np. w Niemczech, gdzie mamy Amazon, Kobo i innych wielkich graczy w świecie e-booków, czytelnictwo jest na poziomie kilku procent. Tam ma znaczenie ustawa o stałej cenie książki, obowiązującej również e-wydawnictwa. Nowe kosztują nawet 20-30 euro. W Polsce mamy bardzo dużą konkurencję, jest kilkanaście dużych księgarni z e-bookami, czego nie ma w żadnym innym kraju. Myślę, że w tym momencie liczy się zwrócenie uwagi na to, że można e-booki kupować legalnie i czytać je na czytnikach.

Czyli wraca kwestia rozróżnienia urządzenia odczytującego tekst.

Jeśli zapytamy przeciętnego Polaka, czy czytał e-booki, to pewnie powie, że próbował jakiegoś PDF-a na komputerze czy tablecie i go oczy bolały. Należałoby wyjaśnić, że są mobilne formaty i czytniki, które prezentują tekst jak książka. Najważniejsze, by Polacy wiedzieli, że mają taką możliwość.

We Wrocławiu ostatnio biblioteka publiczna udostępniła wypożyczenie czytników, więc chyba jest z tym coraz lepiej.

To dobra forma, bo można bezkosztowo poznać czytnik. Takie wypożyczenia są również dostępne w: Krakowie, Opolu, Gdańsku i w Warszawie.

Czy e-booki mają szansę zastąpić książki.


To pytanie o to, gdzie forma elektroniczna okaże się wygodniejsza. Z czasem zastąpią książki w tych gatunkach, gdzie forma nie jest istotna, np. w powieści czy literaturze faktu, tam gdzie nie ma wykresów, zdjęć czy schematów. Forma papierowa przetrwa jak winyl w przypadku muzyki. Są takie pozycje, które chcemy mieć na półce.

Zalety czytników.

Główna zaleta to wolność czytania, którą rozumiem jako możliwość zmieszczenia na czytniku kilkuset pozycji. Mogę określać wygląd tekstu, jaki mi pasuje, a nie jaki zaplanowany został w wydawnictwie, to ważne dla osób z wadami wzroku i elektroniczność tekstu Wolnością jest również fakt, że mogę w nim wyszukiwać, sprawdzać na bieżąco słowa w słowniku czy w internecie.

A wady?

Jeśli chodzi o wady to ta elektroniczność tekstu jest problemem w potencjalnie dłuższym okresie. Nie wiemy, w jakich formatach będziemy czytać za kilkanaście lat i czy urządzenia przyszłości będą czytać nasze formaty. Dlatego warto kupować e-booki w księgarniach, które oferują tzw. multiformat, to daje gwarancję, że do danej książki będziemy mogli zajrzeć za wiele lat.

Na co zwracać uwagę, kupując czytnik?

Najważniejsze nie są parametry techniczne, jak wielkość pamięci czy szybkość procesora. Przed kupnem danej marki czy urządzenia warto z niego skorzystać, czy to w sklepie, czy u znajomego. Wystarczy poczytać kilkanaście minut i zobaczyć, czy nam to odpowiada. Czytniki różnią się głównie komfortem obsługi, niektóre przewijają strony szybciej, mają różne słowniki i formy nawigacji. Warto też śledzić testy czytników, ale prowadzone przez osoby, które dłużnej z urządzeń korzystały, a nie dostały do testów na dwa dni.

E-booki można ściągać z różnych źródeł w sieci za darmo. Spotkałem się z opinią, że ściąganie takiego pliku nie jest piractwem, bo przecież można książki też wypożyczyć w bibliotece. Różni się to od ściągania filmów czy gier?

Rzeczywiście, w świetle polskiego prawa ściąganie e-booków, tak jak i muzyki nie jest nielegalne, w przeciwieństwie do ich udostępniania. Na zasadzie dozwolonego użytku prywatnego można się książką cyfrową podzielić, przesłać ja rodzinie czy znajomym i wielu nabywców tak robi. Natomiast wśród wersji pirackich dominują amatorskie konwersje, które nie wyglądają tak dobrze jak e-booki z księgarni, dlatego poszukiwanie takich plików może być bardzo czasochłonne. Warto kupować legalne książki. Możne się do tego przekonać odpowiadając na pytanie, czy chcemy dać zarobić autorowi i odwdzięczy się za jego pracę. O ile jest spore publiczne przyzwolenie na ściąganie muzyki, to jej wykonawcy zarabiają również na koncertach, a autor książki nie ma takich możliwości.

Komentarze (4)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Jan (gość) (Radosław)

I właśnie się mylisz, naprawdę czytnik z e-inkiem nie powoduje łzawienia oczu. Sam się o tym przekonałem od czasu kiedy córka dostała czytnik. Osobiście mogę polecić - ważne żeby był e-ink.

Justyna (gość) (Radosław)

Mam tak samo, gdy muszę coś przeczytać na tablecie lub smartphonie. W przeciwieństwie do czytnika ebooków. Polecam spróbować poczytać na prawdziwym czytniku z wyświetlaczem E ink.

Nina (gość)

Do czytnika przekonala mnie przede wszystkim cena e-ksiazek. Miesiecznie wydaje na ksiazki okolo 150 zlotych i mam za to 7-8 ksiazek. W formie papierowej moglabym kupic duzo mniej. Poza tym biore do torebki tyle tytulow na ile mam ochote. Czytam to na ca mam chetke. Nie odczulam do tej pory dyskomfortu czytania, jest wrecz przeciwnie. Polecam te forme. A panu Robertowi dziekuje za blog, ktory od poltora roku jest moja stala lektura.

Radosław (gość)

Przeczytanie tego artykuły w formie OLED bardzo zabolało moje oczy! Łzawienie z oczu! Być może mam chore oczy i nie mogę czytać książek, pism artykułów w formie elektronicznej. Moim zdaniem nie cena ale technologia wyświetlania tekstu jest zniechęcająca do zakupu. No ale mogę się mylić :)